wtorek, 30 kwietnia 2013


Ta popularność diety bezglutenowej nie daje mi spokoju. Nie dość, że całe życie , mówiąc górnolotnie, dumnie i śmiało odstawałam od głównego nurtu ucząc tym napotykanych na mej drodze ludzi, że inne nie znaczy gorsze to tym bardziej obce mi było zapatrywanie się na gwiazdy czy idoli czy jak to dzisiaj bywa na celebrytów . A okazuje się , że  w Stanach dieta rozpropagowana jest głównie przez celebrytów (Rachel Weisz, Scarlett Johansson , Novak Djokovic, Gwenyth Paltrow, Jessica Alba, Victoria Beckham , Billy Bob Thornton to nazwiska , które ja kojarzę a lista jest o wiele dłuższa , nie znalazłam jednak nikogo kto byłby na diecie i roślinnej i bezglutenowej ).

Dzisiaj , jakby na przekór , szukałam informacji o szkodliwości diety bezglutenowej . Trudno było znaleźć cokolwiek, jedynym negatywnym skutkiem ubocznym jest możliwy przyrost wagi ale myślę, że to niemożliwe kiedy podstawą są  jak najmniej przetworzone warzywa, owoce czy kasze.
Możliwych skutków ubocznych  szukałam też z innego powodu. Od ponad tygodnia zaczęły mnie nękać różne, dość podejrzane dolegliwości , z których bóle stawów i specyficzny rumień na twarzy wpędziły mnie w popłoch bo skojarzyłam je z pewną choroba autoimmunologiczną. Byłby to prawdziwy chichot losu w związku z pisaniem tego bloga.
Mam nadzieję, że w ciągu kilku dni sprawa się wyjaśni. Ja się uspokoiłam wraz z wiadomością z pobliskiej szkoły, z którą mam dość bliski kontakt - szaleje parawirus B19 dający takie same objawy ! Biegnę więc jutro do lekarza, jak nigdy z wielka ochotą i nadzieją na potwierdzenie moich podejrzeń.

Jeśli można się pocieszać jedzeniem  to polecam surówki z pasternakiem . W korytku zagościły dwie wersje takiej bomby witamin i minerałów.
Pierwsza składała się z tartego pasternaku, pokrojonych czerwonych winogron i zmielonych orzechów włoskich, doprawiłam ją solą, pieprzem i sosem majonezowo- czosnkowym. Bazą drugiej był również starty pasternak, starte jabłka, zielona cebulka a przyprawiona była sokiem z cytryny. Obie bardzo smaczne! W przyszłości miałabym problem musząc zdecydować się na jedną.




Kolejną, bardzo lubianą , pozycją w korytku były falafele . Bardzo chętnie znajdowane przez korytkowiczów obok zdrowych rzeczy . Bo przyznać trzeba , że same można uznać za orientalny fast food .
A dlaczego  ?
Ponieważ zmieloną ciecierzycę , z cebulą i czosnkiem , kuminem , kolendrą , solą, pieprzem oraz łyżeczką mąki ziemniaczanej i łyżeczką ciecierzycowej ( w oryginale jest mąka pszeniczna ), formujemy w kuleczki i obsmażamy na złoto w głębokim tłuszczu . Połowę kulek obtoczyłam w sezamie.
Dodany ryż ugotowany został ze zblendowanym szpinakiem i dzięki temu był lekko zielonkawy.

W podniebnej krainie pogoda raczej piekielna . Poddaję się z pracami ogrodowymi ( chyba, że uda mi się kupić gotowe sadzonki ) i zapominam o własnym jarmużu i szpinaku.  Trudno.

sobota, 27 kwietnia 2013

Trzymamy się trendów i lecimy głównym nurtem jak się okazuje. Tak od wczoraj gdzieś podczytuję o amerykańskim szale żywności  gluten free i jego fali na starym kontynencie. Na rynku bezglutenowym prawdziwa koniunkturka. O ostatnich trendach mody w żywieniu tutaj (klik).

Szperałam trochę z tej okazji po amerykańskich blogach i ciągle prześladowała mnie sałatka z brokuła, zachwalana jako patent na dzieci nieznoszące tego warzywa, żadna receptura jednak do końca mnie nie zachwyciła ale sam pomysł tak.
Więc korytko zrobiło się dzisiaj  troszkę amerykańskie i nie mogło zabraknąć opiekanych ziemniaków .

Ziemniaki pokrojone w ćwiartki podgotowały się ok 25 minut. Trochę krócej na parze gotowały się koszyczki brokułów pokrojone na drobniejsze części.
Do sałatki wkroiłam szczypior, winogrona, szpinak, pomarańczową paprykę, dodałam gotowanej ciecierzycy i namoczone kostki sojowe.
Ziemniaki z kminkiem  wylądowały na natłuszczonej olejem  blasze w piekarniku na 20 minut a sałatka zyskała sos złożony z mleka kokosowego, musztardy, ząbka czosnku, soli i pieprzu.




Dodatkiem były pieczarki ze szpinakiem w czosnkowym sosie ( z  nasion ). Mmm, cóż więcej...
Nad korytkiem zapadła decyzja, że koniecznie częściej musimy jeść podobne sałatki . I bardzo słusznie, oprócz brzucha cieszą oko.



Top 10 Food Trends of 2012

Bardzo prosto w korytku.  A często słyszę , że  żywienie wegańskie to droga fanaberia. I w dodatku skomplikowana. O diecie bezglutenowej usłyszeć można to samo tylko fanaberia jest inaczej ujmowana...
Otóż nie, wszystko zależy od tego co lubimy i do czego mamy dostęp.

Zaczęliśmy od grochówki. Kilka ziemniaków, kawałek pora i pasternaku, dwie marchewki , czosnek i pół kilo ( suchego ) namoczonego dzień wcześniej grochu. Sól, pieprz .To tyle , do kosztów nie liczymy świeżego majeranku  z kuchennego parapetu.




Kolejny korytkowy wsad tradycyjnie przyrządza się w żeliwnym kociołku i nazywa się - w zależności od w
występowania prażonkami, pieczonkami, duszonkami czy masciupla bądź dymfoki .
Średnio pracochłonne jest przygotowanie warzyw : kapusty, ziemniaków, pieczarek, cebuli , pasternaku,  marchwi , czosnku,  można dodać również buraki , kalafiora czy fasolkę szparagową .




Warzywa ciasno układamy w garnku , zaczynając na liściach kapusty i  kończąc przykryciem z kapuścianych liści , doprawiając warstwami solą, pieprzem, majerankiem i tymiankiem  .
Warzywa duszą się koło 40 minut na średnim a następnie wolnym ogniu . Wystarczy zamieszać w razie potrzeby.
Proste ? Niedrogie ? Nasz kociołek może być śmiało przeglądem warzyw , które mamy z lodówce, najważniejsze są ziemniaki i kapusta .

piątek, 26 kwietnia 2013

Długo nie mogłam przeboleć, że w podniebnej krainie korzeniowa pietruszka to prawdziwy  raróg .
Zastąpił go w korytku dostępny pasternak. Jakoś długo nie wychodziła mi z głowy przy każdej okazji wyliczanka " figa z makiem , z pasternakiem " , skojarzenie  z typowo pastewnym charakterem tego warzywa jak i to , że nieuczciwi sprzedawcy mieszali pietruszkę z pasternakiem. Ciągle załapywał się na kategorię gorszego warzywa. A jest, niegdyś bardzo powszechnym, dzisiaj zapomnianym. Nie znosi sztucznego nawożenia i ma małe wymagania w uprawie.  Całkiem niesłusznie bywa niedoceniany, oprócz tego, że jest pyszny pieczony, karmelizowany czy gotowany okazuje się mieć wiele zalet zdrowotnych. Jest bogaty w witaminy i minerały , szczególnie w potas, działa przeciwbólowo i uspokajająco.

W korytku więc pojawiła się zupa szparagowa z pasternakiem i słodkim ziemniakiem. Świeży, obrany pasternak pachnie bardzo przyjemnie.




Kolejny był wyczekany przeze mnie makaron soba z warzywami.
Dusiłam je w marynacie z tamari i oliwy układając piętrowo : kapusta włoska drobno posiekana, fasolka szparagowa, pieczarki, kalafior,  kminek , sól, pieprz





Drugą warstwą były papryki pomarańczowa i żółta, marchewki pokrojone w słupki, czosnek, brokuły.




Warzywa można na dłużej pozostawić bez mieszania na małym ogniu.

Kiedy woda na makaron zawrzała stałam się ofiarą nieprzyjemnej niespodzianki, sprawdziłam etykietę i okazało się ,że makaron ma domieszkę pszenicy. Część korytkowiczów tym sposobem delektowała się makaronem a ja na szybko ugotowaną kasza gryczaną . Chyba nie żałuję, ale teraz staranniej wybiorę kolejny makaron.






Chciałabym znaleźć odrobinę czasu żeby sprawdzić się w pieczeniu bezglutenowo. Dobra, połasuchować też mam ochotę, ileż można przegryzać kawę daktylami li tylko...

czwartek, 25 kwietnia 2013


Złożyło się tak, że część dzisiejszego korytkowego wsadu była na zamówienie.
Całkiem miło się złożyło bo niedawno również o niej pomyślałam. Bo sprawa dotyczy zupy. Pierwowzór przepisu gdzieś krąży w sieci  a ja mniej więcej robię ją tak :

Przygotowuję warzywa, czerwoną soczewicę, trawę cytrynową ( w zastępstwie może być sok z cytryny bądź limonki ), sól, pieprz, kawałeczek imbiru i mleko kokosowe.








Warzywa , oprócz marchewki , którą ścieram , gotuję a gdy są miękkie blenduję , dodaję marchewkę , wlewam mleko kokosowe i przyprawiam. Im więcej imbiru dodamy tym bardziej zupa będzie pikantna.
Mleko kokosowe oprócz ciekawego smaku wnosi korzystne tłuszcze, przeciwutleniacze,  potas, magnez, wapń , żelazo i cynk. Wspomaga trawienie i metabolizm.
Widzę je niedługo w jakimś deserze.
Sama zupa okazała się mało fotogeniczna, ale co tam , skoro jest to pokazuję









W korytku najczęściej gości brązowy ryż. Dzisiaj nie był brązowy tylko dla urozmaicenia żywo żółty .
Zabawa z kolorami  zapobiega rutynie i wprowadza więcej radości z jedzenia.
Piękny żółty kolor można uzyskać stosując bardzo ciekawą przyprawę - kurkumę . Szkoda, że  jest tak mało popularna, działa przeciwzapalnie,  przeciwnowotworowo, rozkurczowo, osłania wątrobę , zmniejsza stany zapalne trzustki. I ten kolor! Dzięki temu dodaje się jej do musztard czy margaryn.

Ryż gotowany z kurkumą zmieszany został z posiekanymi suszonymi pomidorami i rukolą, dodatkami były duszone warzywa  : brokuł, kalafior, fasolka szparagowa i papryka , gotowany burak i dzikie grzyby .






Przyznaję, grzyby były gotowcem ze sklepu , i całe szczęście , że zostały odnalezione bo doskonale się dzisiaj wkomponowały w korytko.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Na szybko i prawdopodobnie bez głębszych refleksji . A co, pogoda za oknem sprzyja raczej zadumie nad ulotnością chwili i pięknem natury. Sprzyjała też temu wyprawa na zakupy.

Więc obiad musiał być gotowy szybko .
W takiej roli doskonale sprawdza się nasz królowa kasz i  duszone warzywa .
Kiedy woda na gryczaną się gotuje dusimy pora z pieczarkami, kalafiorem i słodkimi ziemniakami .




Proste przyprawy: sól, pieprz, szczypta kminku. Tarta marchew i garść rukoli. Gotowe. Całość akcji jakieś 40 minut.
Korytko pełne.


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Dospacerowaliśmy do miejsca gdzie rośnie czosnek niedźwiedzi, u nas można go zrywać co zostało skwapliwie przeprowadzone . Więc w korytku zagościły zdrowe i aromatyczne liście kuzyna czosnku . Leczniczo działa przeciwbakteryjnie, obniża ciśnienie, zapobiega miażdżycy i poprawia pracę serca.
 Prawdopodobnie zapobiega niektórym nowotworom.







Część, pokrojona na wąskie paski ,  została podduszona ze szpinakiem i pieczarkami a reszta została wykorzystana w sosie z czerwonej soczewicy ( przyprawionym cząbrem).


Jednak prawdziwymi gwiazdami były gumiklyjzy czyli kluski śląskie . Dopóki nie odsmażane na patelni są nieszkodliwe . Proste i bezglutenowe !



Ciepłe jeszcze ziemniaki gnieciemy, dodajemy czwartą część mąki ziemniaczanej i mieszamy do ujednolicenia masy i robimy okrągłe, lekko spłaszczone i koniecznie z otworkiem na sos kluski bądź kluseczki. Gotujemy do wypłynięcia .

Dużo dzisiaj kluseczek przewinęło się przez korytko, oj dużo...

niedziela, 21 kwietnia 2013

Pomyślałam, że w korytku jest za bardzo orientalnie.  Tak na pierwsze wrażenie może się zdawać choć występowały do tej pory warzywa  po prostu zapomniane albo znane u sąsiadów.

Kiedy przyszła pora wymyślić coś do korytek byłam pewna tylko tego, że musi to być coś zwyczajnego i tradycyjnego. Natchnienie miało nadejść podczas wpatrywania się w to co jest albo czego nie ma w lodówce.
Zastanowiłam się co można zrobić z prawie niczego kiedy nie  kierujemy się żadnymi ograniczeniami dietetycznymi . Rozwiązanie było genialne i porażające prostotą żeby nie powiedzieć, że wręcz prostactwem.
Wiedziałam też , że uda mi się bardzo zaskoczyć i zdziwić wszystkich nad korytkiem , tego dnia, kiedy  miało się zapełnić czymś czego z wielu względów nie było latami.   

Dla niepoznaki zaczęliśmy niepozorną zupa kalafiorową , jak najzwyczajniejszą : z ziemniakiem, cebulą , lubczykiem i marchwią. Warunkiem dobrego smaku w zupach z kapustnych jest dla mnie utrzymanie w lekkiej chrupkości tych warzyw. Dlatego kalafior , pokrojony drobno , ląduje  w garze ostatni.

Mam kolegę, który kiedyś bardzo chciał sobie zrobić drogi tatuaż . Pracował bardzo ciężko , zarabiał niestety niewiele ale był bardzo zdeterminowany. Po którejś wypłacie wrócił do domu wytatuowany, szczęśliwy i zaopatrzony w wór ziemniaków , kilka kilogramów cebuli , czosnek,  przyprawy i poradnik  "Sto jeden dań z ziemniaka ". Dał radę. Królem miesiąca został placek ziemniaczany na kilka sposobów !

Taki placek , mimo , że miły podniebieniu jest bardzo ciężkostrawny i niezdrowy. Znany w podobnych wersjach w większości Europy więc na tyle zwyczajny i tradycyjny, że czasami  można zgrzeszyć i poddać się szaleństwu zmysłów.

Od strony technicznej placki  były wegańskie a jako zagęstnika użyłam gumy ksantanowej- co ciekawe okazała się nieszkodliwym zagęszczaczem powszechnym w kuchni bezglutenowej .

Starte ziemniaki , cebulę , czosnek połączyłam z mieszanką 3 łyżeczek mąki ziemniaczanej, 3 mąki z ciecierzycy i 1/4 łyżeczki gumy ksantanowej.  Oczywiście solidna doza pieprzu .Mimo początkowych obaw były zwarte w czasie smażenia i łatwo się je przewracało.



Zaskoczenie niespodzianką i ekscytacja korytkiem wynagrodziły trudy schylania się nad patelnią.

Dlaczego nie jemy placków tak często ? co w nich szkodliwego ?  Rozchodzi się o akryloamidy- jest to organiczny związek chemiczny, który powstaje w czasie smażenia produktów wysokoskrobiowych.
Przyczynia się do nowotworów przewodu pokarmowego i jest neurotoksyną. Najwięcej ich spożywamy przez frytki ( jak i nasze placki ), czipsy, kawę, ciastka oraz chleby.  Każdy proces smażenia wyzwala tworzenie akryloamidu,  w domowych kuchniach można  wpływać na jego poziom  poddając wszystko jak najkrótszej obróbce termicznej .

Ech, szaleństwo zmysłów i co najdziwniejsze bezglutenowe ,wegańskie i niezdrowe .







piątek, 19 kwietnia 2013

Słońce i wcześniejsze plany skróciły czas na przygotowanie dzisiejszego korytka . Wszystko może mieć  swoje ukryte walory , tak jak dzisiejszy , słoneczny spacer i krótka chwila w ogródku. Krótka ale inspirująca . Czasami żeby zjeść coś smacznego, ciekawego i wartościowego wystarczy  przyjrzeć się trawnikowi.
W korytku pojawił się dandelion,  urzekła mnie ta nazwa,  czyli mlecz. Podduszony na kminku ze szpinakiem, pieczarkami i czosnkiem . Pod koniec wlałam pastę z orzechów i pestek.
 



Mlecz, czyli mniszek lekarski pomaga w problemach wątrobowych , wzmacnia odporność i obniża cholesterol. Zbiera się młode liście.

W drugiej wariacji garść podduszonej na oliwie kapusty włoskiej , mlecza i ugotowanej fasolki adzuki została wymieszana z komosą ryżową  - quinoa




Quinoa zapewnia pełnowartościowe ( kompletne ) białko , kwasy  omega 3 , Wit.E. Należy ją starannie wypłukać z saponin pokrywających ziarna i powodujących gorzki smak. Jest bardzo wygodna w gotowaniu, wystarczy po zagotowaniu zostawić ją na małym ogniu pod przykryciem, bez mieszania na około 15 minut.




Kombinacja przepyszna, przegryzana chrupiącą kukurydzą i groszkiem.
Nad korytkiem unosiły się pomruki zadowolenia.
Ja mogłam najgłośniej bo przygotowanie było stosunkowo szybkie, efekt powalający i ani przez moment  nie musiałam żałować czasu spędzonego  na słońcu  zajęta sprawami nie-korytkowymi .


mówią " not my day..."

Pierwsze chwile poranka nie zwiastowały nadciągających ciemnych chmur w korytku . Nawet prawdziwe chmury za oknem, wielki deszcz i wiatr  nic nie wróżył- oprócz konieczności pozostania w domu.
Przyznaję, nagle coś we mnie wstąpiło. Swoim zachowaniem , wybuchami złości i bezradnością w ich obliczu zepsułam wszystkim poranek i przeraziłam siebie samą.
Co to było ?  A to był pierwszy efekt odstawienia glutenu . Mam winowajcę , wiem już gdzie leży całe zło więc pora je obnażyć i za karę i ku przestrodze . Tym bardziej, że zła energia do mnie wróciła i przypaliłam duszone warzywa na zupę.

W tym wypadku wniosek mam gotowy  gluten bez wątpienia jest zły, jest nieodpowiedni w diecie ludzi, jest to mniej więcej znany fakt  a niestety  mniej się tym ktokolwiek przejmuje.

Gluten jest mieszaniną białek roślinnych występujących w ziarnach zbóż. Najwyższą zawartość ma pszenica i jak to bywa współcześnie jest to " superpszenica "  ulepszana  laboratoryjnie .  W wyniku obserwacji wiadomo, że pobudza apetyt, wpływa negatywnie na działanie mózgu, wywołuje stany zapalne, inicjuje procesy autoimmunologiczne  i  prowadzi do otyłości.
Oprócz celiakii zaleca się odstawienie produktów glutenowych w zapaleniu stawów, cukrzycy, toczniu, Hashimoto, SM, zespole jelita drażliwego ,astmie,  AZS,  chronicznym zmęczeniu , migrenie, łuszczycy czy zagrzybieniu.
Więc rzucamy zdecydowanie . Stajemy się bacznymi czytelnikami etykiet .
Zastanowiła mnie teoria Wiliama Davisa  ( Buszujacy w pszenicy  ) o szkodliwości  pełnoziarnistych pokarmów, mająca na uwadze również grykę czy proso, które są bezglutenowe i zalecająca jej ograniczone spożycie .  Dla mnie to raczej i bezpodstawne i niewykonalne.
Radykalniej wyglądają założenia diety zasadowej ( alkalicznej ) , która wskazuje ,że należy odstawić produkty zakwaszające czyli białka zwierzęce, cukier, zboża i jego przetwory, kofeinę, alkohol i nikotynę.
W obu przypadkach wspólnym wrogiem jest gluten ( jak i cukier ).


Po dopołudniowych perturbacjach i powoli ustępującej złej energii ( jak to przyjemnie, że wieczorem można już z humorem podejść do porannych wspomnień )  udało się przygotować proste dania  do korytka. 
Pierwsza zagościła gęsta zupa pomidorowa z jaglanką i dużymi kawałkami marchwi i "zabielona" mielonymi migdałami. Bardzo pożywna choć lekka.

Bohaterami dnia zostały m.in. ciecierzyca


kiełkowana trzy dni . Warzywa strączkowe są łatwiej przyswajalne nie tylko po samym namaczaniu ale wiele zyskują kiedy zostawimy je do kiełkowania ( codziennie przepłukujemy dokładnie pojemniczki gdzie trzymamy namoczone fasolki, grochy czy soczewice ). W takiej formie gotują się  o wiele krócej i są łagodniejsze w smaku .

Pojawiły się również pieczarki portobello, szpinak,  rukola  i nuta czosnku






Sporą garść rukoli  siekamy ze szpinakiem, wyciskamy dwa ząbki czosnku, polewamy oliwą, wkrajamy ogórka konserwowego, dodajemy łyżkę keczupu , solimy, pieprzymy a na koniec dodajemy ugotowaną ciecierzycę.
Dusimy wcześniej lekko podsmażone pieczarki w całości dodając po jakiś 10-15 minutach czosnek, rukolę
i szpinak,  z sosem tamari  (lub innym sojowym ) dokładając na końcu  pastę ze zmielonych nasion i orzechów.




Dopełnieniem  był brązowy ryż ugotowany na sypko. Błogość w korytku !






czwartek, 18 kwietnia 2013

Choć poranek zaczął się rutynowo od kilku  krążków  chlebka ryżowego z majonezem sojowym , zielonym ogórkiem, wędzonym tofu i oczywiście z wielkim kubkiem kawy pogoda wymogła przygotowanie  do obiadowego korytka czegoś rozgrzewającego  i sycącego  a co najważniejsze wcale nie wysokokalorycznego.




Tak się prezentowała baza zupy: pokrojone ziemniaki, marchew, lubczyk i szparagi podczas gdy dusił się już por z selerem. 
Oprócz odciętych główek szparagów wszystkie warzywa zostały zblendowane po ugotowaniu, doprawione solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem , rozcieńczone wodą i pozostawione do zagotowania.
W tym czasie lekko podprażyłam słonecznik   i posiekałam sporą garść rukoli .
 Do gotującej się zupy można było dodać



makaron ryżowy, zielony o posmaku szpinaku a czerwony pomidorów oraz końcówki szparagów.

W korytkach zupa została posypana  rukolą i słonecznikiem. Została szybko zjedzona ( i schrupana ) rozgrzewając przyjemnie brzuchy .




Żeby bardziej pozachwycać się zupą wystarczy pamiętać, że szparagi bo bogactwo kwasu foliowego, oczyszczają organizm i wspomagają pracę nerek a rukola jest źródłem przeciwutleniaczy i działa bakteriobójczo. 

O ile wczorajsza kasza gryczana jest godna polecenia przy problemach krążeniowych i wyczerpaniu nerwowym to dzisiejszy , główny wkład do korytka oprócz korzyści dla serca i nerek był wart polecenia szczególnie dla osób aktywnych i sportowców. Czyli tych wszystkich , którzy potrzebują dużo białka.

Soczewice są znane od neolitu , przez wieki miewały lepsze i gorsze okresy w kulturze kulinarnej człowieka. Gdy raz sprzedano za nią  pierworództwo innym razem  i w innym czasie  bywała potrawą pokutną czy pastewną.  A szkoda, że jej się zbytnio nie wiedzie w korytkach. Jest bardzo bogata w łatwo przyswajalne białka ( ok.25% ) , ale także wapnia, żelaza, beta- karotenu, wit.B i PP.  występuje w odmianach o różnych kolorach, teksturze i  smakach . 

Dzisiejsze korytko było bezglutenową wersją dania zwanego w Czechach  "Czoczka na  kyselo " co oznacza soczewicę na kwaśno. Oryginalnie potrawa zagęszczana jest zasmażką i doprawiana octem, dzisiaj był to mielony prażony słonecznik i sok cytrynowy -a w roli głównej 



soczewica du puy, uprawiana we Francji, jak pozostałe  nie wymagająca namaczania.

Soczewicę płuczemy usuwając zanieczyszczenia , na podduszonej cebuli  gotujemy do zmięknięcia uważając żeby się nie zaczęła rozpadać , pod koniec wsypujemy słonecznik i doprawiamy sokiem z cytryny,  doprawiamy pieprzem i np. sosem tamari. Doskonale się komponuje z ogórkami konserwowymi.


 W korytku znalazła się obok ziemniaków, oryginalnie bywa jedzona z chlebem .

Chciałam dzisiaj kupić mąkę gryczaną i postawić zakwas , niestety w podniebnej krainie zaopatrzenie bywa kłopotliwe ale nie niemożliwe. Kupiłam za to inne składniki niezbędne w kuchni bezglutenowej , rozmyślam sobie teraz aż  przyjdzie pora je przetestować. 

Dzisiaj panowało ogólne  zadowolenie  ze swoich korytek, nasze codzienne dania pokazały pazur w nowej odsłonie !




wtorek, 16 kwietnia 2013

...kiedy chmury i wiatr...

Budziłam się kawą z mlekiem migdałowym znaczy to, że rozpoczęliśmy dzień planowo i smacznie.
W korytku można znaleźć wiele nasion i orzechów ale migdały są moimi ulubionymi.
Wartko je polubić i wprowadzić do diety nie tylko okazyjnie jako składnik bakalii  ale również w formie  past, posypek do zup i sosów, słodyczy innych niż marcepan  ponieważ  są bardzo  odżywcze. Są cennym źródłem dobrze przyswajalnego wapnia, białka, wit. B2, B3, E,  magnezu, potasu, fosforu i  nienasyconych kwasów tłuszczowych. Swego czasu zachwyciła mnie informacja o wit. B17  poprawnie nazywanej amigdaliną, która uważana jest za naturalny chemioterapeutyk .
Pamiętać należy , że migdały , jak i inne orzechy, moczymy przed użyciem żeby były łatwo przyswajalne oraz unikamy traktowania ich wysoką temperaturą- podczas obróbki dobroczynne kwasy tłuszczowe zamieniają się w szkodliwe tłuszcze trans.

Nie ma co robić smaka, pora wyjaśnić skąd się bierze mleko migdałowe. 
Oczywiście można je znaleźć w  sklepie. Ale większą frajdę i gwarancję dobrego pochodzenia będziemy mieć jeśli zrobimy je sami w domu. Na ilość starczającą do trzech lub czterech kaw wystarczy nam większa garść obranych migdałów, najlepiej namoczonych dzień wcześniej, które blendujemy z wodą ( w objętości nieco większej niż same migdały ) i przecedzamy przez sitko. Tadam, to wszystko, pozostałą masę można jeszcze wykorzystać w kuchni.  Swoje osobiste , dzisiejsze mleko dosłodziłam odrobiną ksylitolu.

Strasznie dzisiaj wieje w podniebnym świecie co zaburzyło moje obiadowe plany i zniweczyło wczorajsze marzenia o  makaronie soba na obiad. Nie miałabym serca nikogo wysłać na zakupy a szczególnie siebie samej.  To co się działo za oknem zainspirowało mnie za to do ugotowania dzisiaj zupy , która rozgrzewa i oczyszcza , a którą lubimy nazywać mniej oficjalnie parzybrodą.

Często słyszę zarzut, że kapuśniak bez wędzonki to nie kapuśniak no a jak wegański to już całkiem odpada.
Jest i na to sposób - w czasie gotowania wrzucam do gara jedną lub dwie torebki herbaty lapsang, teina paruje a smak wędzonki pozostaje więc zupa jest bezpieczna nawet dla najmłodszych.
Zdjęć zupy nie będzie bo wierzę, że każdy widział kapuśniak. A poza tym znikała tak szybko, że nie udało się uchwycić pełnego korytka w żadnym przypadku.

Drugie danie to szczyt prostoty , smaku  i oczywiście zdrowia.  Zamiast soby- makaronu gryczanego , pocieszyłam nas samą kaszą gryczaną , jakże uwielbianą i cenioną z wielu względów ( świetnie się rozsypuje i można ćwiczyć wzorzyste układanki z kaszy pod i obok korytek , ćwiczy również cierpliwość i sumienność sprzątającego po posiłku ). Z dietetycznego ujęcia ciekawa jest ponieważ jej białka uważane są za cenniejsze niż białka zbóż gdyż dostarcza wszystkich aminokwasów egzogennych a  przeciwutleniaczy ma więcej niż czerwone wino. Śmiało można nazywać ją królową kasz .
Naszą królową zapakowaliśmy do korytka z duszonym porem, czosnkiem, ciecierzycą , marchwią, mieloną mieszanką orzechowo-pestkową i mielonymi migdałami - wszak nic się nie powinno zmarnować po porannej produkcji mleka .







Takie siermiężne wydaje mi się to fotoszaleństwo z mojej strony ale podniebna kraina zasnuta dzisiaj była chmurami, szalały wiatry i deszcze, światło było nieprzyjazne więc jest jak jest.
Zaręczam , że oryginał był smakowity i sycący.

Podobało mi się dzisiejsze korytko. Czuję się zadziwiająco dobrze  biorąc pod uwagę pogodę za oknem i uwięzienie w domu a co najbardziej cenię nie bolała mnie głowa.  Rajsko, po prostu rajsko !











z pustego korytka...

Myślę,że każda dieta , albo raczej  zmiana w sposobie odżywiania bywa początkowo powodem do wielu obaw. W głowach tłuką się pytania   "jak ja to ogarnę " ,  "gdzie są pułapki ",  " ile tak pociągnę",  "czy to na prawdę działa"   i wiele innych a często bardziej zawiłych wątpliwości.
Jako miłośnik pełnego korytka wiem doskonale, że po pierwsze liczy się motywacja. Bywa nią wisząca smętnie , błagająca o włożenie sukienka w nieakuratnym rozmiarze , problemy w zaakceptowaniem swojej wizualnej strony ( niekoniecznie związanej z gromadzonymi przez organizm zapasami ), albo przyspieszające bicie serca wyniki badań kontrolnych czy bardziej niepokojący komentarz do nich opiekującego się nami za publiczne składki medyka.
Każda z tych motywacji była mi bliska i pozwoliła mi nabyć sporo doświadczeń.

Aktualnie mam sukienkę , która czeka, widzę, że moja skóra mnie błaga o łagodniejsze traktowanie i szczęśliwie tym razem kondycja zdrowotna nie jest tragiczna- ale czuję , że jest kilka rzeczy do poprawienia.
Dzięki kilku inspirującym rozmowom, kilku artykułom , które natrętnie wręcz kazały się ostatnio przeczytać i przypomnieć pomyślałam  "hej przygodo, zaczynamy ! ". I zdrowiej będzie i sukienka się doczeka !

Dieta bezglutenowa jest  dietą eliminacyjną . Dla niewprawionych jest to kłopotliwe i frustrujące, niewiarygodnym  okazuje się niefrasobliwa wręcz potrzeba producentów żywności wtykania wszędzie choćby szczypty glutenu ! Czytanie etykiet mogłoby wypędzić wielu z bibliotek, na szczęście po pierwszych rozpoznaniach wiemy co jest dla nas właściwe a które marki należy omijać . Tak też bywa z wybieraniem produktów bez składników odzwierzęcych . Praktyka i wprawa skracają czas, który poświęcamy zakupom ( a potem i przygotowaniu posiłków ).

Moja spontaniczność nakazała mi dzisiaj bazować na tym co się znajduje w spiżarni i w jej nowoczesnej formie- lodówce. Przyznaję, że zaliczyłam niezłą wtopę z rana , którą łatwo mi przyszło wytłumaczyć. Do rozruchu potrzebuję sporej dawki kofeiny ( nad tym być może też popracujemy ) i najpierw , z wielką przyjemnością przyjęłam sporą dawkę kawy przygotowanej przez męża i otworzyłam pierwsze oko , przyjęłam drugą dawkę otwierając drugie oko, które spostrzegło karton z mlekiem owsianym dodanym do kawy !  Mimo wielu rozbieżności na temat zawartości i typu glutenu owsianego żegnam się z moim ukochanym mlekiem na czas jakiś i jutrzejsza kawa będzie z mlekiem migdałowym.

Śniadanie stanowiły cztery krążki - o jakże ciężko jest jednak napisać kromki - chlebka ryżowego z hummusem, ogórkiem konserwowym i wędzonym tofu.
Drugim śniadaniem była wczorajsza zupa soczewicowa z jaglanką ,  ziemniakami i żeby mi nie było przykro (że mało czy ubogo ) dodałam duszone pieczarki , również  pozostałe z wczoraj .
Kolejnym wsadem do korytka była zupa jarzynowa , z brokułem, ziemniakiem , quinoa i marchwią a dzień zakończyłam przygotowaną przez męża obiadokolacją - tłuczonymi ziemniakami z mielonymi nasionami ( słonecznik, dynia, sezam, len ), warzywami z patelni - rozpoznałam  pieczarki, paprykę, kalafiora, ciecierzycę,  brokuła  i coś cebulowego.
Przegryzałam  jabłkiem, marchwią i owymi chlebkami ryżowymi ( raz  posmarowane były dżemem wieloowocowym - jednak potrzebowałam sobie jakoś podbić cukier radykalnie - czyżby brak glutenu ;) ? ).

Ufff, jednak i z pustego korytka można być zadowolonym , to cieszy . Dzień upłynął mi na przyjemnym wnioskowaniu, że bez makaronów i chleba można przecież smacznie żyć . Zwłaszcza mi, cieszę się, że do akcji wkraczają bardzo lubiane przeze mnie makaron gryczany soba i makarony ryżowe .

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Korytko...

Może i po wariacku ale zacznę od końca. Czyli bierzemy korytko na tapetę.
Blogowanie stało się tak powszednim zajęciem, że wszelkie pytania czy nie mogłabym się za to zabrać zbywałam machnięciem ręki, czasami musiałam machnąć dwa razy. W tym drugim wypadku wtedy , kiedy ktoś goszczony u nas starał się wydobyć recepturę  tego czy owego albo wtedy kiedy cierpliwie wyjaśniłam jakąś żywieniową zawiłość  rozczarowywałam rozmówcę, że niestety wszystko jest  wyłącznie w mojej głowie ( i czasami w opasłych tomiskach dawno przeczytanych ) i mimo , że pamięć mam zawodną dobrze mi się z tym żyje.Choć nie zawsze, niektórych utraconych pomysłów żal mi do dzisiaj.
Więc byłam nagabywana o korytko. Skojarzenie ze świnkami jest całkiem poprawne ale tylko ze względu na wspólne zamiłowanie do pełnego korytka i nieustanne myślenie o nim. Wszak życie rodzinne powinno się toczyć wokół stołu i celebrować to co na nim się znajduje. Więc korytko jest synonimem naszego stołu .
A korytko uważane jest przez niektórych za niezwykłe - tak mówią zaprzyjaźnieni korytkowicze , mniej zaprzyjaźnieni posuwają się do posądzania o dziwactwo a nieprzyjaźni użalają się nawet nad korytkiem!
Otóż w korytku nie ma ciał zwierząt. Dla mnie to nic niezwykłego i pewno dlatego zdobywałam się na machanie ręką wobec próśb tych , którzy chcieli zerkać co się dzieje w korytku bo naoglądałam się przepięknych , smakowitych blogów w ten sposób niezwykłych. Wygodnictwo wygrało, preferuję raczej zapełnianie korytka i przerażała mnie potencjalna  konieczność ustawiania jak trzeba korytka, czekania na światło ( i co z tym związane przedłużanie oczekiwania na zawartość  ) , uwiecznianie i  posyłanie w świat. I co by było gdyby to korytko jednak źle wyglądało na zdjęciu !
Jednak stało się , korytko będzie opisywane, uwieczniane i roztrząsane. Przyczynkiem jest mała dla mnie a przerażająca dla innych korytkowiczów zmiana - stało się od dzisiaj  bezglutenowe.
Dlaczego ?  po co ? jak? i czy mimo obaw najbliższych korytku nie porwie mnie w związku z takimi ograniczeniami jakiś nie rzadko wiejący w podniebnej okolicy wiatr wyjaśni się niebawem.
Podniebność korytka również  przestanie być z czasem enigmatyczna...

Dzisiaj, mimo obaw i podejrzliwości, napełnianie i opróżnianie korytka przebiegało bez sensacji i rewelacji . Był to dzień sprawdzania etykiet i przygotowań kwatermistrzowskich .

niedziela, 14 kwietnia 2013

 

 

Witam w podniebnym korytku

 a może z podniebnego korytka .

Zaglądacie do korytka dlatego, że potrzebuję czegoś na kształt bata, który nie pozwoli mi zaniechać czy zapomnieć się w dzisiejszym postanowieniu i pomyśle , który zaczynam wprowadzać w życie od jutra . Tyle potrzebuję od was.

Ze swej strony będę się dzielić swoimi doświadczeniami i zapewne przemyśleniami ( co mnie niepokoi choć nie wiem czy nie powinno niepokoić bardziej was ), pewno będę musiała wklejać jakieś zdjęcia co zawsze przyprawia mnie o ból głowy ale co tam- nie może być tutaj nudno. 

Ruszamy. Korytko otwarte .
W następnej odsłonie rozgryziemy   istotę i zawartość podniebnego korytka. Do tego momentu dozwolone są interpretacje dowolne.